czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 18 + nominacja :)



Następnego dnia, gdy robiłam śniadanie, przypomniał mi się ten dziwny telefon Sama. Przygotowałam wszystko i poszłam obudzić mojego męża. Męża. Jak to fajnie brzmi. Weszłam do naszej sypialni i wpuściłam do niej słońce. Jacoba to nie obudziło, więc podeszłam i pocałowałam go w usta.
- Mmm... Tak możesz budzić mnie codziennie - powiedział jeszcze zaspany.
- Wstawaj, wstawaj. Śniadanie już na stole.
- Moja kochana żona - powiedział i szybkim ruchem zrobił tak, że znalazłam się pod nim. - Wiesz, że śniadanie może zaczekać?
- Doprawdy?
- Yhym. Myślę, że moglibyśmy zacząć ten dzień od czegoś innego niż śniadanie.
- Myślę, że to mógłby być dobry początek dnia - odpowiedziałam i wpiłam się w jego usta. Całujemy się dopóki nie braknie nam tchu.
- Zdecydowanie uwielbiam takie poranki - mówi i pozbywa się naszych ubrań. Po chwili czuję go już w sobie. Odchylam głowę do tyłu z jękiem. To takie cudowne móc czuć jak mnie wypełnia. Jest taki dobry, wspaniały wręcz. I jest mój. Mój i nikogo więcej. Kocham go i wiem, że on kocha mnie. Potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu, że nie umiem normalnie myśleć. Moje ciało drży. Po chwili oboje osiągamy szczyt. Leżymy, próbując unormować swoje oddechy.
- Jestem pewny, że teraz śniadanie będzie smakowało nam dwa razy bardziej.
- To chodźmy się przekonać - powiedziałam i narzuciłam na siebie szlafrok, który ledwo co zakrywał mi tyłek i był z lekka prześwitujący.  Jacob naciągnął swoje dresy i spojrzał na mnie.
- Wiesz, że prowokujesz mnie do tego, żeby ponownie rzucić cię na tę łóżko? - zapytał, całując moją szyje.
- Wiem o tym doskonale - odpowiedziałam i wyrwałam się z jego uścisku. - Chodź na dół.

 Kiedy sprzątałam po śniadaniu, postanowiłam zapytać się o ten telefon. Wczoraj, gdy wróciliśmy od Emily i Sama, był trochę spięty.
- Jacob, pamiętasz jak byliśmy na Wyspach Kanaryjskich i dzwonił Sam? To był chyba nasz pierwszy wieczór tam. Wydawało mi się, że coś się stało, a wczoraj jak wróciłeś od sfory byłeś jakiś spięty. Co się dzieje? - zapytałam, wkładając naczynia do zmywarki.
- Rodzinę Cullenów odwiedzili jacyś przyjaciele. Nie stosują się do zasad i było kilka konfliktów, ale wczoraj doszliśmy do porozumienia i już powinno być  wszystko w porządku.
- Na pewno? Sam wtedy wydawał się bardzo zmartwiony, wystraszony...
- Jeden z wampirów powiedział coś, co bardzo go zdenerwowało i doszło do przemiany, a wiesz, że Sam chce się tego pozbyć. Być normalnym dla Emily i dziecka. To pewnie przez to. Nie przejmuj się kochanie. Już jest wszystko w porządku - powiedział, przytulając mnie do siebie. - A teraz idź się ubierz, bo w tym szlafroku naprawdę mnie prowokujesz - szepnął tuż przy moim uchu.
- Może chcę cię uwieść... .
- Uwodzisz własnego męża?
Nie odpowiedziałam tylko powoli zdjęłam z siebie szlafrok.
- Weź mnie tu, w kuchni, na podłodze, teraz - szepnęłam prosto w jego ucho.
- Nawet nie wiesz jak mi się to podoba - odpowiedział i już po chwili leżeliśmy na podłodze. Kochaliśmy się długo i namiętnie, aż Jacob musiał się zbierać na patrol. Kiedy wychodził, minął się w drzwiach z Emily.
- Co ty taka rozgrzana? Dobrze się czujesz? - zapytała, gdy tylko wypuściła mnie z uścisku. Dopiero wtedy na mnie spojrzała. Nadal miałam na sobie swój szlafrok, moje włosy były roztrzepane, a policzki zdobiły rumieńce.
- Dobra. Nie odpowiadaj - powiedziała, śmiejąc się. - Poranny seks na zdrowie?
- Czego się nie robi dla zdrowia. Kawy, herbaty?
- Herbatki to bym się napiła, ale sama ją zrobię, a ty idź się ubierz. Musimy się wybrać na zakupy. W nic się już nie mieszczę.
- Zakupy? Zawsze i wszędzie. Już idę, a ty czuj się jak u siebie - powiedziałam i pobiegłam na górę. Przygotowałam sobie ciuchy i wzięłam szybki prysznic. W ręczniku weszłam do sypialni i ubrałam się. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Spojrzałam w lustro. Prezentowałam się całkiem dobrze, więc z uśmiechem zeszłam na dół.
- No w końcu. Pij herbatę. Tobie też zrobiłam.
- Dzięki Emily, jesteś cudowna.
- Wiem, wiem.
Wypiłyśmy herbatę i wyjechałyśmy z domu. Droga minęła nam szybko i już po chwili chodziłyśmy od sklepu do sklepu.
- Może trochę odpoczniemy? Nie bolą cię nogi? -  zapytałam Emily, kiedy wyszłyśmy już chyba z piątego sklepu. Emily w każdym spędzała przynajmniej pół godziny i kupowała co najmniej dwie rzeczy. Ja nie kupiłam nic. Nic szczególnego nie wpadło mi w oko, a poza tym bo tym wyjeździe moja szafa pękała w szwach i nie potrzebowałam nowych ubrań.
- Chodźmy jeszcze tylko do tego sklepu. Później pójdziemy coś zjeść.
- No dobrze.
Weszłyśmy do sklepu i Emily od razu rzuciła się w wir zakupów, a ja chodziłam między półkami. Nie zwracałam uwagi na ludzi. Po prostu przechadzałam się między półkami. Nagle poczułam, że robi mi się słabo. Zakręciło mi się w głowie i gdyby nie to, że ktoś mnie złapał, zaliczyłabym bliskie spotkanie z ziemią.
- Dobrze się czujesz? - zapytał mój wybawca. Dobrze znałam ten głos. To Edward trzymał mnie w ramionach. Pomógł mi stanąć na nogi.
- Nie. Słabo mi - powiedziałam i wyjęłam z torebki butelkę wody. Napiłam się, odetchnęłam i mi przeszło.
- Lepiej już? Nie wyglądasz najlepiej.
- Już  wszystko dobrze. Dziękuję za pomoc. Pójdę już.
- Nie! Bello, zaczekaj, proszę - złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego wściekła. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Chciałam usiąść bo nadal lekko huczało mi w uszach.
- Edwardzie, myślałam, że wszystko już sobie wytłumaczyliśmy.
- Tak, ale... .
- Edwardzie, przedstawisz nam swoją koleżankę? - przerwała mu wysoka, śliczna blondynka. Z nią była Esmę, którą już miałam okazję poznać i śliczna, drobna dziewczyna, o krótkich, czarnych włosach.
- Rosalie, myślę... .
- Za dużo myślisz. Nazywam się Rosalie, a to jest moja siostra Alice i mama Esme. Ty jesteś Bella, prawda?
- Tak. Bella Black.
- Jesteś żoną jednego z tych kundli, tak? - Jak ona śmie?!
- Jestem żoną wspaniałego mężczyzny, który potrafi o mnie zadbać i wiem, że nigdy mnie nie zrani tak jak twój brat, pijawko! A poza tym to chyba nie twój interes, więc lepiej zajmij się swoimi paznokciami, laluniu! - Wykrzyczałam. Edward słysząc moje słowa, spuścił głowę i odszedł.
- Bello, nie krzycz tak. Wszystko w porządku? - podeszła do mnie zaniepokojona Emily.
- Twoja przyjaciółka chyba się trochę zdenerwowała. No nic. Nie mam więcej czasu na rozmowę. Miło było cię poznać, Isabello Black - powiedziała i odeszła dumnym krokiem.
- Bezczelna!
- Bello, przepraszamy cię za nią. To przez to, że jest zazdrosna. Jest nam wstyd. Naprawdę. - Esme zaczęła mnie przepraszać, a Alice kiwała głową jakby chciała potwierdzić słowa matki. Zazdrosna? Pff. Ciekawie o co.
- Nie przejmuj się nią. Nie ma czym - powiedziała Alice. - Myślę, że będzie do ciebie pasowała. - Powiedziała, podając mi sukienkę, którą trzymała w rękach.
- Dziękuję.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy - powiedziała jeszcze i poszły.
- Co to było, Bello?!
- Zasłabłam i Edward mi pomógł, a później ta blond wywłoka mnie zdenerwowała. Zresztą nieważne. Chodźmy gdzieś usiąść bo nadal mi słabo - powiedziałam i wyszłam ze sklepu. Huczało mi w uszach i nie widziałam wyraźnie. Weszłyśmy do pierwszej lepszej restauracji w centrum. Usiadłam zmęczona.
- Bello, jesteś cała blada. Dobrze się czujesz?
- Nie. Słabo mi - odpowiedziałam cicho i nawet nie wiem kiedy, a film mi się urwał.


 Jakiś huk wybudził mnie ze snu. Zamrugałam kilkakrotnie i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Białe ściany, stojak z zawieszonym na nim woreczkiem, i zmartwione twarze Emily i Jacoba. Byłam w szpitalu. Znowu.
- Co się stało? - zapytałam.
- Zasłabłaś. Jak się czujesz? - powiedziała Emily.
- Lepiej, lepiej. Jacob, wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
- Wiesz jak się wystraszyłem, jak Emily powiedziała mi, że jesteś w szpitalu? Wpadłem tu jak huragan. Martwiłem się. Bello, co ci jest? Kochanie?
- Nic takiego. Po prostu zasłabłam. Zapewne z przemęczenia - powiedziałam, a wtedy w sali pojawił się lekarz. Oczywiście sam doktor Cullen we własnej osobie. Czy oni wszyscy się dzisiaj na mnie uwzięli?
- Dzień dobry - powiedział, niepewnie patrząc w stronę Jacoba, który był cały spięty. - Mam wyniki pani Isabelli.
- Belli - wycedził przez zęby Jake. - Nie lubi pełnego imienia.
- Spokojnie. Nie wiedziałem. Zatem pani Bello. Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że prawdopodobnie jest pani w ciąży. Musimy jeszcze zrobić potrzebne badania żeby się upewnić.
- Och, słyszałeś Jacob?!
- Tak! Cieszę się kochanie. Tak bardzo się cieszę - powiedział i pocałował mnie w czoło. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Cieszył się tak samo jak ja! Spojrzałam na Emily. Miała łzy w oczach.
- Co się stało?
- Nic, nic. Po prostu cieszę się razem z wami - odpowiedziała i przytuliła mnie mocno. Załapałam Jacoba za rękę i spojrzałam na Cullena.
- A ta zła wiadomość?
- Pani wyniki nie są najlepsze, a to może zagrażać pani dziecku. Jeśli jest pani w ciąży, będzie pani musiała dużo leżeć, odpoczywać, zdrowo się odżywiać i zażywać witaminy, które pani przepiszę. Receptę dostanie pani z wypisem. 
- Och, oczywiście. Zrobię wszystko żeby było dobrze. A kiedy będę mogła wrócić do domu?
- Widzę, że kroplówka już się skończyła, więc zaraz przyślę pielęgniarkę, która panią odłączy, zrobimy USG i będzie pani wolna - powiedział, uśmiechnął się i wyszedł z sali. Po chwili weszła pielęgniarka i zabrała mnie na badania. Przepuszczenia pana Cullena potwierdziły się. Byłam w drugim tygodniu ciąży. Odebrałam wszystkie potrzebne papiery i wróciliśmy do domu. Emily pojechała do La Push.
Usiadłam Jacobowi na kolana.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo jestem szczęśliwy, Bello - powiedział i położył ręce na moim brzuchu. Uśmiechnęłam się słysząc te słowa.
- Jeśli tak bardzo jak ja, to mam takie pojęcie. Wyobrażasz to sobie? Taki maluszek biegający po domu? Być przy pierwszych krokach, usłyszeć pierwsze słowa. Mama. Tata. Będziemy rodzicami Jacob... .
- Tak. Będziemy najlepszymi rodzicami na świecie, kochanie. Jest tyle do zrobienia. Musimy zrobić pokoik, kupić ubranka, zabawki, wózek, pampersy i to wszystko inne. Będę musiał poszukać pracy. A co ze sforą? Przecież teraz ty i dziecko jesteście najważniejsi.
- Spokojnie Jake. Mamy jeszcze czas. Prawie całe dziewięć miesięcy.
- Zleci. Zobaczysz jak szybko zleci. Nie zdążysz się obejrzeć, a już będziemy budzić się w nocy.
- Już nie mogę się doczekać - powiedziałam i pocałowałam go. - A teraz idź i zrób gorącej czekolady, a ja włączę jakiś film.
- Czytasz mi w myślach Bello.

Perspektywa Jacoba.

Patrzyłem na śpiącą na moich kolanach Belle. Film już dawno się skończył, ale nawet nie wiem o czym był. Cały czas koncentrowałem uwagę na mojej żonie. Na tym jak się uśmiecha, jak komentuje zachowanie aktorów, jak płacze ze wzruszenia, jak złości się, kiedy ktoś w filmie robi coś głupiego, jak robi się senna i zasypia. Przeczesałem ręką jej włosy. Jestem naprawdę wielkim szczęściarzem, że ją mam i będę to cały czas powtarzał. A do tego jest w ciąży. Nosi pod sercem nasze dziecko. Dziecko, które razem wychowamy. Zastawimy po sobie ślad. Ciekawie co się urodzi. Jeśli to będzie chłopczyk, zostanie silnym i mądrym przywódcą stada, a jeśli dziewczynka, będzie tak samo śliczna i kochana jak Bella. Zastanawiam się, czy jeśli urodzi się dziewczyna, też zostanie zmiennokształtną. Jeszcze zdążę się o tym przekonać, a teraz muszę zadbać o moje dwa najważniejsze skarby na tym świecie. Wstałem ostrożnie, żeby nie obudzić żony i najostrożniej jak umiałem wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do naszej sypialni i położyłem na łóżku. Ściągnąłem z niej rajstopy, spódniczkę i rozpiąłem guziki koszuli. Podniosłem ją lekko i zdjąłem koszulę i stanik. Szybko, żeby nie zmarzła, założyłem na nią śpiącą koszulę i przykryłem kołdrą. To wszystko udało mi się zrobić i jej nie obudzić. Zebrałem jej rzeczy i wrzuciłem do kosza na pranie. Sam wziąłem szybki prysznic i zmęczony dołączyłem do Belli.


Perspektywa Belli.

Kiedy się obudziłam, Jacoba nie było obok mnie. Zeszłam na dół. Na stole w kuchni stał talerz kanapek, gorąca jeszcze herbata i karteczka. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać.
Zdrowe kanapeczki dla moich skarbów. Musiałem biec do sfory. Nie martw się. Będę po południu. 
Smacznego - Jacob. 
 PS Pamiętaj, że masz odpoczywać!
 Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść. Niestety wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Posprzątałam po sobie i poszłam się ubrać. Nigdzie się dzisiaj nie wybierałam, więc założyłam zwykłe szare dresy, białą bokserkę i bluzę. Na nogi naciągnęłam wygodne trampki i zeszłam na dół. Akurat ktoś pukał do drzwi więc poszłam otworzyć.
- Cześć tato! - Krzyknęłam, gdy zobaczyłam ojca za drzwiami. Rzuciłam mu się na szyję i mocno przytuliłam. Nie widziałam go od dnia naszego ślubu. Powinnam jechać do niego w pierwszej kolejności, ale nawet o tym nie pomyślałam. Jestem okropną córką. - Przepraszam, że cię nie odwiedziłam, ale tyle się wydarzyło. Wchodź do środka.
- Stęskniłem się za tobą córeczko - powiedział, wchodząc do środka. Poszliśmy do salonu i rozsiedliśmy się wygodnie.
- No to opowiadaj. Jak było? Jak się czujesz jako mężatka?
- Czuję  się wspaniale. Jacob jest cudownym mężem. Było bajkowo. Zwiedziłam Paryż, byliśmy na Wyspach Kanaryjskich i odbyliśmy tygodniowy rejs bardzo luksusowym statkiem po Morzu Śródziemnym. Było dużo wrażeń i zostanie dużo wspomnień. Mam zdjęcia jeśli chcesz obejrzeć.
- Oczywiście, że chce.
- To zaraz włączę tylko pójdę zrobić coś do picia - powiedziałam.
  Obejrzeliśmy razem zdjęcia, śmiejąc się przy tym i rozmawiając. Czas minął nam bardzo szybko i zanim się obejrzałam, była już dwunasta.
- Niedługo muszę się zbierać. Mam dzisiaj drugą zmianę w komisariacie.
- Szkoda. Tak dobrze mi się z tobą rozmawiało.
- Wszystko dobre, co się szybko kończy jak to mówią. A jakie masz plany na dzisiejszy dzień?
- Zapewne będę siedziała w domu i odpoczywała. Nie mogę się przemęczać - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Praktycznie odkąd przyszedł, chciałam mu powiedzieć o ciąży, ale czekałam na odpowiedni moment.
- Dlaczego? Jesteś chora?
- Tato... Bo ja...
- Bello, nie strasz mnie!
- Spokojnie. Po prostu chcę ci powiedzieć, że ... będziesz dziadkiem!
- Jesteś w ciąży! - Wykrzyknął i mocno mnie przytulił. - Tak się cieszę! A jak ty się czujesz? Wszystko w porządku?!
- Spokojnie - powiedziałam i wyswobodziłam się z jego mocnego uścisku. - Czuję się dobrze, ale moje ostatnie wyniki nie były najlepsze i dlatego muszę cały czas wypoczywać. To dopiero drugi tydzień.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. Ty i Jacob będziecie wspaniałymi rodzicami. Pamiętam jak ty się urodziłaś. Byłaś taka malutka, śliczna. Tak głośno płakałaś, a ja i Renee płakaliśmy razem z tobą. Trochę ze szczęścia i trochę ze strachu, że sobie nie poradzimy. Pamiętam jak pierwszy raz sama siedziałaś, jadłaś. Twoje pierwsze słowa, kroki. Jak nigdy nie chciałaś się bawić z dziećmi w swoim wieku. Zawsze wydawałaś się od nich starsza, mądrzejsza. Później rozeszliśmy się z Renee, wyjechałaś, a ja odliczałem dni do każdego twojego przyjazdu. Byłaś takim rozważnym dzieckiem, nigdy nie mieliśmy z tobą żadnych problemów. Dopóki nie stało się to, co się stało z Edwardem. Nawet nie wiesz jak się bałem, że cię stracimy, że zrobisz coś głupiego. A jak Renee powiedziała mi, że chcesz się przenieść do Forks, byłem przerażony. Pamiętam jak dała mi wykład o tym, że skoro przejmuję nad tobą opiekę, nie mogę spuszczać cię z oczu. Renee to dobra matka. Zawsze o ciebie dbała i czasami zastępowała ci mnie. A teraz ty także będziesz matką. Jak te dzieci szybko rosną. - Pod koniec głos mu się łamał. Wzruszył się. Widziałam jak próbował powstrzymać łzy. To, co powiedział było piękne. Charlie nie umiał mówić o uczuciach więc wiem jaki to musiał być dla niego wysiłek.
- Kocham cię tato - powiedziałam i przytuliłam go.
- Ja ciebie też córeczko - odpowiedział mi i odchrząknął. - Będę się już zbierał. Dbajcie o siebie.
- Będziemy. Obiecuję. Trzymaj się.
- Do zobaczenia Bello - powiedział jeszcze i poszedł. Ja wzięłam się trochę za sprzątanie. Starłam kurze, zmiotłam i umyłam podłogi. Powyjmowałam naczynia ze zmywarki i wstawiłem drugie. Zrobiłam porządek na półce z książkami i płytami. Gdy sprzątałam łazienkę, wszedł Jacob. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do drugiej. Ciekawie dlaczego tak późno.
- Bello!
- Jestem na górze!
Po chwili słyszałam jak jego nogi uderzają o schody. Stanął w drzwiach łazienki i spojrzał na mnie zły.
- Coś się stało?
- Wysprzątałaś cały dom, a miałaś odpoczywać.
- Jacob, było brudno więc sprzątnęłam i jak widzisz nic mi się nie stało. Spokojnie.
- Nie było tak brudno. Mogło to poczekać do mojego powrotu. Bello, słyszałaś, że musisz odpoczywać.
- Wiedziałam i odpoczywałam. Był u mnie Charlie. Siedzieliśmy razem do południa. A później tylko z grubsza odpoczęłam. Nic mi nie jest kochanie. Nie kłóćmy się - powiedziałam i przytuliłam go. - A dlaczego tak długo cię nie było?
- Byłem wykupić ci receptę i kupiłem trochę zdrowej żywności. Powiedziałaś Charliemu?
- Tak. Powiedziałam. Bardzo się ucieszył. Mówił, że będziemy dobrymi rodzicami.
- Miał rację - odpowiedział mi i wziął mnie na ręce. - A teraz idziemy się położyć. - Zaniósł mnie na łóżko i położył się obok.
- Sfora wie?
- Prawdopodobnie wiedzą już wszyscy nasi znajomi. Emily się wygadała. Byłem dzisiaj też u Billy' ego. Bardzo się cieszy i mówił, że ma nadzieję, że niedługo go odwiedzimy.
- Och, pojedziemy tam jutro, dobrze?
- Jeśli będziesz się dobrze czuła to tak, ale nie na długo. Nie możesz się przemęczać.
- Nie przesadzaj. Lepiej powiedz mi co tam słychać u naszych przyjaciół.
- Co u Sama i Emily to wiesz. Sam dzisiaj kończył pokoik dla maleństwa i nawet ładnie to wszystko wygląda. Paul ponoć oświadczył się Rachel, ale to jeszcze nic potwierdzonego. Nie ma ich od wczorajszego wieczoru.
- Więc skąd wiesz, że się zaręczyli?
- Tata mi mówił, że przyłapał Paula jak ćwiczył oświadczyny. Tylko to jeszcze tajemnica.
- To wspaniale. Wiedziałam, że to nastąpi od kiedy Rachel złapała mój bukiet. Paul w  końcu dojrzał. 
- U reszty wszystko po staremu. Jak na razie to wszyscy żyją twoją ciążą i gdyby nie to, że im zabroniłem, mielibyśmy tu dzisiaj całe stado.
- Zabroniłeś naszym przyjaciołom nas odwiedzić?! Jesteś niemożliwy.
- Bello, nie denerwuj się. Po prostu chciałem żebyśmy spędzili ten wieczór razem.
- Jutro masz im przekazać, że są tu mile widziani, dobrze?
- Oczywiście, ale poproszę Emily żeby pomogła ci przygotować kolację, dobrze?
- Niech ci będzie. Jacob, a polecimy do Renee?
- Nie teraz kochanie. Dopiero co wróciliśmy do domu po naszym miesiącu miodowym, a nie mogę tak często zostawiać sfory bez przywódcy. Może niech na razie Renee przyleci tu, a my wybierzemy się tam za jakiś miesiąc czy dwa. Co ty na to?
- Zgadzam się, ale wątpię, że Renee będzie chciała teraz przylecieć. Później do niej zadzwonię.
- A teraz powiedz mi jak bardzo mnie kochasz.
- Bardzo, bardzo, bardzo.
- Czyli tak bardzo jak ja ciebie - powiedział i przytulił mnie mocno. Resztę dnia spędziliśmy rozmawiając na najróżniejsze tematy. Wieczorem zadzwoniłam do mamy i tak jak myślałam, nie mogła teraz przylecieć i powiedziała, że teraz czeka aż to my ją odwiedzimy. Nic nie mówiłam jej o ciąży. Powiedziałam tylko, że mam dla niej niespodziankę, o której powiem jej jak się zobaczymy. Bardzo się starała coś ze mnie wyciągnąć, ale w końcu dała spokój i na tym skończyliśmy naszą rozmowę. Wieczorem pomogłam Jacobowi z kolacją, później wzięliśmy wspólną kąpiel i zmęczeni zasnęliśmy.

____________________________________________________________________________

Słuchajcie, zostałam nominowana  do Liebster Award. Bardzo dziękuję Angelice z Zmierzch Moja Historia  i  Irmince 91 z Będzie tak, jakbyśmy nigdy się nie poznali."  
 Ja osobiście nie nominuję nikogo mimo to, że jest wiele blogów, które na to zasługują. Po prostu nie chcę brać w tym udziału i proszę żebyście mnie już nie nominowali Kochani! :) Odpowiem na zadane mi pytania żebyście mogli mnie trochę lepiej poznać :)

Pytania Angeliki :)
1.Ulubiona książka ?
 Jest ich wiele, ale myślę, że ta, do której mogłabym cały czas wracać to "Gwiazd naszych wina"
2.Ulubiony film ?
Obecnie - "Trzy metry nad niebem"
3.Ulubiona seria (książek lub filmów) ?
Oczywiście "Zmierzch" zarówno jako książki i film.
4.Co cię inspiruje do pisania ?
Do pisania inspirują mnie historie, które czytam na różnych blogach, czy w książkach.

5.Ile masz lat ?
16 wiosenek już mi stuknęło :D
6. Twoje hobby ?
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to czytanie i pisanie dla Was :)
7.Opisz siebie w kilku słowach.
Jestem nieśmiała. Nie lubię zabierać głosu publicznie, ale uwielbiam występować na scenie dla małych dzieci i nie tylko. Gdy jestem smutna lubię słuchać smutnych piosenek ( poprawiają mi humor ). Mam niepełnosprawną prawą rękę. Każdą część ciała ( oprócz głowy ) miałam w gipsie. Ogółem jestem wielką ciamajdą i potrafię potknąć się o własne nogi :/
8.W czym swoim zdaniem jesteś najlepsza ?
Moim zdaniem? Nie wiem... . Chyba w pisaniu. Umiem też wysłuchać ludi i nigdy nie odmówię im pomocy :)
9.W jakim mieście mieszkasz ?
Mieszkam na wsi - Rydzówka. Jest to niedaleko Pasłęka.
9.Twoje ulubione jedzenie lub napój ?
Raczej nie mam takiego ulubionego jedzenia. Jestem bardzo wybredna. Jeśli chodzi o napój to uwielbiam herbatę (jestem od niej uzależniona) i woda.
10.Ulubiony aktor i/lub aktorka ?
Adam Sandler i  Lily Collins 
11. Twoja ulubiona postać fantastyczna wampir ,wróżka itp. ?
Raczej nie posiadam :)

I pytania Irminki 91
 
Ulubiony ?
1. film - jak wyżej
2. książka - jak wyżej
3. jedzenie - jak wyżej
4. picie - jak wyżej
5. auto - range rover
6. pora roku - lato :)
7. postać fantastyczna - jak wyżej
8. aktor - jak wyżej
9. przedmiot szkolny - polski, rosyjski
Vs
10. Jasper vs Alice - Każdą postać szanuję za coś innego i nikogo nie faworyzuję jeśli o to chodzi. Uwielbiam ich oboje :)
11. Zmierzch vs VD - Zmierzch <3
 
I to by było chyba tyle na dzisiaj. Jescze raz bardzo dziękuję dziewczynom za nominację :D Cieszę się, że doceniacie moją pracę i chciałabym to widzieć także w postaci komentarzy :) Ogólnie dziękuję wszystkim, którzy czytają moje wypociny :) 
Standardowo - przepraszam za wszelkie wykryte błędy :)
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodoba.
Pozdrawiam <3
Marta...